eRaty Santander Consumer Bank

Pożegnalna dwudziestka…

Pożegnalna dwudziestka…

Tradycyjnie długo oczekiwana wiosenna wyprawa do Francji dla Lumíra i Vlada tym razem rozpoczęła się gorzko. Tuż przed wyjazdem dotarła do nich szokująca wiadomość o tragicznej śmierci kolegi Marka. Lumír spędził wiele początkowych lat swojego karpiowania z Markiem jako towarzyszem wypraw oraz wspaniałym kolegą.

Entuzjazm oczekiwania przerwał nagły cios i prawdziwy szok z powodu utraty bliskiego przyjaciela. Po chwili zawahania koledzy w milczeniu załadowali auto i ustalili, że tę wyprawę zadedykują Markowi. O jej przebiegu Lumír opowie sam.

„Celem naszej wyprawy była zupełnie nowa woda w południowej części Francji. Duże jezioro państwowe otoczone dziką przyrodą, ze stosunkowo niewielkim zarybieniem typowymi francuskimi golcami. Na tym jeziorze jeszcze nigdy nie łowiliśmy ani my, ani nikt z naszych przyjaciół. Przed wyprawą oczywiście miały miejsce długie przygotowania i poszukiwanie informacji, które jednak ostatecznie zawsze najlepiej się zbiera poprzez doświadczanie na własnej skórze w terenie.

Podczas pompowania łodzi napotykamy dwójkę Holendrów, którzy właśnie kończą tutaj łowić. Przez cały tydzień nie udało im się tu złowić karpia. Dowiedzieliśmy się, że wędkują tu regularnie, ale tak kiepskiej wiosny nie pamiętają. Początek naprawdę niezbyt zachęcający… Po niezwykle długiej drodze nie pozostawało nam jednak nic innego niż wypróbować apetyt karpi „na własną wędkę” i już po chwili brodzimy wyładowanymi łódkami po jeziorze i z mapą w dłoni próbujemy znaleźć odpowiednie pod względem strategicznym miejsce.

Musimy jednak zmniejszyć swoje pierwotne wymagania i ze względu na liczebność karpi z wdzięcznością przyjąć wolne miejsce, które nam się trafiło. W nieustającym deszczu rozbijamy skromny obóz i zmordowani drogą idziemy od razu spać. Jednak jeszcze w nocy Vlado się budzi, z determinacją rozpakowuje dwie wędki i wywozi je gdzieś na chybił trafił. Gdy po godzinie jedna z nich się odzywa, a na jej końcu jest ok. 12 kg golec, wygląda to już bardziej zachęcająco.

Następnego dnia rano również ja wyciągam wędki i od razu na pierwszą z nich, wbrew swoim utartym metodom i przyzwyczajeniom, zakładam kulkę pop up. Właściwie nawet nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego się na to zdecydowałem. Odblaskowy [ ]20 mm pop up mocno nadipowany w owocowej esencji oraz NHDC dodatkowo jeszcze obtaczam w niewielkiej ilości pasty fluo, które Karel dołączył nam do wyposażenia jako próbkę testową.

Pachnący pop up umieszczam w małej zatoczce za rogiem, na mieliźnie w pobliżu świeżo wyrastającej trzciny. Wokół zanęciłem łopatką jedynie [ ]booster pelletem zalanym [ ]Liquid Krillem . Po dwóch godzinach swinger przykleja się do wędki i szpulka na kołowrotku zaczyna się rozkręcać. Pierwsze branie po długiej zimie!

 

Wskakuję na łódkę, chwytam za wędkę i wyruszam prosto za karpiem. Gdy tylko dopływam na wysokość wierzchołka półwyspu, oblewa mnie zimny pot. W miejscu, gdzie była umieszczona przynęta, dwaj Francuzi kotwiczą wielką łodzią i łowią białą rybę.

Jestem po prostu pewien, że zahaczyli o moją przynętę i są winni tego „brania”. Chwytam za wędkę, ale plecionka wystrzela z wody i kieruje się w stronę trzciny po przeciwnej stronie zatoki. Więc jednak ryba! W trzcinach odpoczywa pod powierzchnią wspaniały brzuchaty golec. [ ]Continental Snag hook ATS w rozmiarze 6 stabilnie się trzyma w jego pyszczku. Ryba z całej siły rzuca się na wolną wodę, ale cały zestaw wytrzymuje, a ja po chwili spokojnie ją podbieram.

Zaglądam do sieci podbieraka i oczy mi się świecą. Coś cudownego. Ostrożnie przenoszę rybę do łodzi i układam na macie. Dwaj Francuzi w pobliskiej łodzi biją brawo i kiwają głową z uznaniem. A przy tym nawet się nie domyślają, że ta dwudziestka połknęła przynętę tuż pod ich łodzią na głębokości jakichś 150 cm! Na brzegu razem z Vladem cieszymy się z karpia, szybko robimy mu zdjęcia, kręcimy o nim filmik i ważymy go. Ma 20,9 kg i jest przepiękny. Po chwili odpływa z powrotem do swojego domu i dopiero wtedy to wszystko do mnie dociera.

Przyjeżdżamy na jezioro, na którym nigdy nie wędkowaliśmy. W okresie, kiedy pod względem połowów jest tu dość drętwo. „Coś” mi mówi, żebym założył pod haczyk pop up, na który normalnie nigdy nie łowię. I nawet pomimo tego, że nad przynętą kotwiczy łódź z wędkarzami, bierze ją ten właśnie karp. Marek. Zesłał mi go na pożegnanie!

Dalszy ciąg wyprawy już nie był tak udany. Zmieniliśmy miejsce, wypróbowaliśmy wszystkie możliwe taktyki, przeszukiwaliśmy wodę swoimi przynętami jak leci, ale nie licząc dwóch golców Vlada, ważączych 9 i 14,7 kg i jednego 30-kilowego suma na mojej wędce, żadnych innych ryb nie udało nam się złowić. To już jednak nie jest tak istotne.”

Trzymaj się tam w górze, przyjacielu. Nigdy Cię nie zapomnę!

Lumír Francek

Tłumaczenie z języka czeskiego: Hanna Olejniczak