eRaty Santander Consumer Bank

Lipcowy weekend.

Na początku lipca postanowiłem odwiedzić łowisko Zastawie. Cała podróż minęła szybko w promieniach upalnego słońca. Po przyjeździe udało mi się rozbić namiot i wywieść dwa kije, gdy z nieba lunął deszcz. Nie powstrzymało mnie to przed dalszym wywożeniem zestawów. Po ok. 20 minutowej ulewie tak samo nagle jak zaczęło padać tak też przestało. Pozytywnie nastawiony zdjąłem mokre ciuchy i czekałem na branie, nie trwało to długo. Jeden z sygnalizatorów odezwał się i tu zaczął się mój koszmar… W wytypowanym miejscu zrobiły sobie stołówkę jazie. Brały jak szalone dosłownie na wszystko co tylko w torbie wynalazłem. Długi włos, duża kulka nic nie przynosiło efektu.



Pod znakiem jazi minęła pierwsza doba, natomiast mój kolega siedzący na stanowisku obok regularnie wyciągał karpie. Rankiem następnego dnia wygrzebałem z torby biały pojemnik z tajemniczym napisem. To były kulki które jakieś dwa lata temu Karel przygotował na jedną z moich zasiadek. [ ]Kill Krill w rozmiarze 32 mm moczyły się w [ ]dipie Kryla przez całe dwa lata. Długo się nie zastanawiając przygotowałem odpowiedni przypon z długim włosem. Użyłem [ ]haka Centurion 2000 w rozmiarze 4 , wyposażyłem go w [ ]Mouthsnagger  Shorty i umieściłem wraz z zanętą w samym centrum stołówki jazi. Łudząc się, że dużą kulką jazie będą się męczyły dłużej, dalej czekałem na branie karpia.



Korzystając z chwili spokoju skorzystałem z zaproszenia kolegi i udałem się do niego na kawę. Po około 40 minutach od wywiezienia zestawu Kill Krillowa bomba melduje branie, mój sygnalizator pięknie gra, a kolega już się śmieje „To jazie!”. Pewny chwyt wędki i szczytówka zaczyna się giąć coraz bardziej.  W końcu coś czuć na kiju! Po krótkiej walce w podbieraku ląduje karp o wadze 12 kg. Sesja buzi i do wody zestaw ponownie w tym samym miejscu. Koszmar zaczął się ponownie, tylko ten był dużo bardziej przyjemny. W ostatnią dobę złowiłem 14 karpi o masie od 9 do 12 kg!!
Takich wypraw się nie zapomina, zaliczyłem branie na 3 wędkach jednocześnie, branie po braniu i branie zaraz po wywiezieniu. Momentami brakowało już sił. Najciekawsze jest to, że jak założyłem Kill Krilla to nie złowiłem już ani jednego jazia!! Karpie brały jak szalone na wszystko co pachniało lub smakowało Kill Krillem. Dzięki mocnym centuriom nie spadła z haka ani jedna ryba

Do zobaczenia nad wodą

Wojtek