- Carp-World

Krótka zasiadka Przemka.

Czy można połączyć pracę z przyjemnością? Każdy chyba zadaje sobie takie pytanie spędzając czas na obowiązkach służbowych, na zewnątrz ładna pogoda a nam po głowie chodzi pomysł spędzenia czasu na wędkowaniu. Moja praca nie pozwala za bardzo na spędzanie niewiadomo ile dni nad wodą, dlatego muszę wykorzystywać każdą nadarzającą się możliwość na obcowanie z naturą.

Jadąc w długą podróż służbową zapakowałem cześć najbardziej niezbędnego sprzętu karpiowego z nadzieją, że znajdzie się chwila na oderwanie się od obowiązków służbowych. Po dwóch długich tygodniach w końcu nadszedł ten dzień....a właściwie lipcowa noc. Łowisko, które wybrałem znajduje się w miejscowości Ruda Żmigrodzka, jest to akwen o powierzchni około 100ha, dość płytkie ale urozmaicone dzięki kilku sztucznym wyspom. O tej porze łowisko jest bardzo zarośnięte i na większości z 60 stanowisk nie da się łowić.

 

Udało mi się "wyrwać" o godzinie 20, nad łowiskiem byłem 15 minut później. Odwiedziny u opiekuna wody i od razu udałem się na wybrane stanowisko. Jak się okazało na danej części akwenu byłem sam, ponieważ wędkarze nie za chętnie odwiedzają tą zazielenioną część zbiornika. Taka informacja była dla mnie bardzo interesująca, ponieważ zawsze wydawało mi się, że w miejscu, w którym nie ma zbyt dużej presji wędkujących ryba czuje się pewniej i nie jest taka podejrzliwa. Po cichu liczyłem, że spokojnie się wyśpię i nad ranem złowię jakiegoś cyprinusa. Jako, że miałem tylko 8 godzin na wędkowanie nie miałem za dużo czasu na zwabienie potencjalnej zdobyczy w mój rejon, dlatego musiałem użyć czegoś extra, co będzie na tyle skuteczne że zmusi drugą stronę do kapitulacji.

Postanowiłem wykorzystać taktykę Wojtka Lendy, który opowiedział i pokazał mi w jaki sposób zwabił karpie na ostatniej swojej zasiadce. Podczas odwiedzin Carp Worldu zaopatrzyłem swój arsenał w dodatkową broń, która już się kończyła w moich zasobach. Nie mogło być inaczej postawiłem na [ ]kulki KillKrill z nowej dostawy, moje ulubione [ ]pup upy pineaple and butiric . Dodatkowo do przygotowania chmury zanętowej dobrałem [ ]CSL MIX truskawkę oraz [ ]squid octopus . Uważam, że na tak krótką wyprawę użycie wszelorakich płynów (w ograniczonej ilości oczywiście) jest niezbędne.

Po przybyciu na stanowisko dosłownie opadła mi „kopara”. Okazało się, że łowisko jest całe zarośnięte a w dodatku nie ma sposobności, żeby wyholować ewentualną zdobycz do brzegu. Połacie zielska zalegały na całej części łowiska.

 

Jako, że pogoda dopisywała w pierwszej kolejności przygotowałem „do boju” wędki. Pierwsza próba wywiezienia zestawu za pomocą łódki zdalnie sterowanej zakończyła się fiaskiem. Pomimo, że łódka ma zasłonięte wirniki utknęła w zielsku. Musiałem ją ściągać, ciągnąc za żyłkę. W takim wypadku nie pozostało mi nic innego jak „wygrabić” sobie drogę do otwartej wody. Zamiast zestawu końcowego zamontowałem kotwicę i mozolnie przez 2h ściągałem zieleń z wody. Nie wiem ile tego było dokładnie, ale ręce bolały mnie jak bym przerzucił tonę węgla, a zgromadzone „okazy” natury wykarmiły by nie jedną  krówkę.

Opowieści miejscowych, że można łowić pod samą wyspą latem są dla mnie tylko teorią, w praktyce jest to niemożliwe.

 

Przynęty wybierałem zgodnie ze swoimi postawieniami na ten rok. Informacje jakie próbowałem uzyskać wcześniej na temat łowiska były bardzo skromne. Wędkarze, których spotkałem nad wodą podczas rozpoznania nęcili sypką zanętą, na hak zakładali 2-4 kukurydze. Taki sposób wędkowanie mnie nie bawi, więc postanowiłem na swoje killery. Na prawej wędce zameldował się [ ]killberry podwieszony ananasem, wszystko oblepione [ ]pastą killberry i „ukulane” w [ ]mikro pellecie .

 

Na drugi zestaw powędrowała pojedyncza kulka killkrill, także oblepiona pastą tego samego smaku. Wywózka skończyła się o godzinie 23, zestawy powędrowały na 80 i 140m. Głębokość w moim rewirze nie przekraczała 1,5m. Po rozbiciu namiotu przyszedł czas na sen. Cała procedura rozbijania obozu odbywała się w istnej „jatce”, żadna maść, żadnej spray nie był skuteczny na utarczywe moskity zamieszkujące wodny świat. Nawet w namiocie było ich pełno. Zmęczony nie miałem już za wiele werwy aby je powybijać, dlatego przykrywszy się narzutą odpłynąłem w krainę siedmiu baśni śniąc o przygodzie z wielką rybą. Co jakiś czas słyszałem w oddali popiskiwanie sygnałków. Mogło to świadczyć o zwabieniu ryb lub o trącaniu ich grzbietami o żyłki podczas swawolnego hasania po ich domu. Zacny stan głębokiego snu został brutalnie przerwany o godzinie 2:30. Ryba z impetem wybierała kolejne metry żyłki z kołowrotka, ja z racji długiego niebytowania z przygodą wędkarską dosłownie zgłupiałem. Nie wiedziałem co się dzieje. Czy to jawa czy sen. Nie mogłem znaleźć klapek, w końcu wybiegłem w butach założonych na odwrót. Cel naszych wypraw zdążył już chyba okrążyć wyspę, na pewno owinąć się w kilka połaci zielska, którego nie byłem w stanie doholować do brzegu. Po kilku minutach musiałem na siłę ciągnąć zestaw co chwilę zmniejszając napięcie żyłki, ten czas karp wykorzystał na uwolnienie się. Po przygotowaniu nowego zestawu w postaci killkrila i pasty czas na wywózkę. W czasie kiedy uwolniłem zaczepy komory łódki, odjazd na drugim kiju. Mając na uwadze problemy z pływaniem łódki w zarośniętym łowisku tylko podniosłem kij dopinając hak w pysku ryby i ściągałem łódkę do brzegu. Z myślą o kolejnej porażce zacząłem mozolnie zwijać zestaw wzbogacony w sowitą zieleń. Po około 10 minutach moim oczom ukazują się dwie kule zieleni. Okazało się, że pierwsza zawiesiła się na połączeniu żyłki z przyponem strzałowym i bez wchodzenia do wody nie dało się tego unieść. Druga to jeszcze większa kula, która w dodatku się ruszała. Zielsko na tyle uspokoiło rybę, że dała się wciągnąć do podbieraka. Wyplątanie jej z kamuflażu i przetransportowanie na matę nie było łatwym zadaniem. Szczęśliwy z sukcesu już po 3 godzinach od wywózki ważę zdobycz, wykonuję fotki za pomocą samowyzwalacza uwieczniając nasze wspólne spotkanie nad nową wodą i „odprowadzam” cyprinusa do "domu". W momencie wypowiadanie słów „zaproś wujka lub dziadka” odjazd na lewym kiju. …....

Jak się później okazało godzina 2:30 była tą przełomową. Od tej chwili do godziny 7 rano mam w sumie 16 brań, z czego 9 udaje się wyholować. Najskuteczniejszą przynętą okazał się zestaw złożony z killberry oblepiony w paście z pup upem pineaple and butiric, który przekonał 12 rybek. Do nęcenia wykorzystałem pellet zalany zakupionymi liquidami, na każdy zestaw dawałem po  6-8 kulek. Jak widać taktyka zapożyczona od Wojtka przyniosła bardzo dobre efekty.


 

Wszystkie niewyholowane ryby uwalniały się w połaciach zielska, które przechyliło szalę na ich stronę.

 Łowisko Rudy ma bardzo duży potencjał. Dwie ze spiętych ryb z powodzeniem wybierały mi żyłkę ze skręconej i trzymanej dłonią szpuli. Znam potencjał swoich wędek oraz kołowrotków i  z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że na końcu zestawu było coś ze sporymi możliwościami.

            Po pierwszych 4 spiętych rybach musiałem zmienić odległość, na której lądowały zestawy. Miejscówkę ze 140m przeniosłem na czysty plac w odległości ok 90m, natomiast prawy zestaw wylądował na około 60m tuż na pograniczu ściany zielska. Uważałem, że skoro już sprowokowałem cyprinuski do brań to warto było by się z nimi przywitać na macie. Zmiana okazała się strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Co prawda straciłem kilka ryb ale z większością mogłem się spotkać "oko w oko". Zdobycze były na tyle gościnne, że pozwoliły nawet zrobić wspólne zdjęcie :)

 

Z karpiowymi pozdrowieniami

Przemysław Badyniak

Carp World Team

Członek BKK