Ciężki trening - relacja z zasiadki karpiowej - Carp-World

Ciężki trening

karel nikl, carp world, zasiadka karpiowa, na karpie, zestaw karpiwy, kulki proteinowe

Początku tegorocznego sezonu już nie mogłem się doczekać, jak zawsze, bardziej niż świąt Bożego Narodzenia… W tym roku wiosna była jednak inna niż się spodziewałem. Po niezwykle udanym zeszłorocznym sezonie miałem już wszystko bardzo dokładnie zaplanowane z góry. Byłem przekonany, że mam doskonały plan, dzięki któremu uda mi się złowić największe ryby-trofea na mojej ojczystej wodzie.

Na podstawie doświadczeń z zeszłorocznego sezonu byłem przygotowany na regularne zmienianie łowisk, w zależności od warunków pogodowych, aby być jak najbardziej efektywnym i przechytrzyć jak najwięcej cennych ryb. Zamierzałem spróbować powtórzyć wspaniały wynik z zeszłorocznego sezonu.

Tylko że, niestety, tegoroczna wiosna była inna. Od razu na pierwszym przystanku mojego tournee nie udało mi się osiągnąć upragnionego sukcesu. Oczywiście nie zniechęciłem się drobnym niepowodzeniem i zgodnie z planem przeniosłem się na kolejne miejsce, do którego miałem zaufanie. Tutaj osiągnąłem częściowy sukces, ponieważ udało mi się pokonać brzuchatego karpia pełnołuskiego. Niestety, więcej ładnych zdobyczy miejsce już nie wydało.

Tygodnie mijały jeden za drugim bez żadnego porządnego wyniku. Stało się dla mnie jasne, że muszę zmienić cały plan i opuścić dobrze mi znane tereny. Jedną z możliwości było dołączenie do całej masy wędkarzy łowiących w płytszych miejscach jeziora i przy pomocy wielkiej ilości zanęty przyciągnąć te same, dobrze znane ryby i odławiać jedną po drugiej.

 Zdecydowałem się na dużo bardziej ryzykowną taktykę, a mianowicie że wyruszę na te części jeziora, gdzie jeszcze nie łowiłem. Taka wyprawa w nieznane zawsze ma w sobie posmak przygody, ponieważ nigdy nie wiecie, co może się zdarzyć.

 Tym razem jednak zdecydowałem się porzucić taktykę systematycznych przygotowań miejsca i zaufać wyłącznie swojemu wędkarskiemu instynktowi. Do każdej wędki dorzuciłem więc jedynie kilka luźno leżących kuleczek. Po godzinie od zapadnięcia zmroku w końcu nadszedł ten moment. Dziki pościg i zacięty pojedynek. Przez chwilę byłem przekonany, że mój sprzęt ugina się pod ciężarem jednego z miejscowych dzikich karpi pełnołuskich o wadze około 12 kg. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy przed podbierakiem na koniec pojawił się ładny golec, którego do tej pory nie złowiłem. Waga ostatecznie pokazała wspaniałych 17 kg, dla mnie największy karp tegorocznego sezonu.

 

Seria brań ciagnęła się dalej w równych odstępach, aż do późnych godzin wieczornych, kiedy musiałem zakończyć połów, zgodnie z wędkarskimi regułami. Trzeba było się trochę przespać, żebym nie zasnął rano w pracy. W ciągu kilku godzin wędkowania udało mi się pokonać 4 karpie między 10 a 17 kg, nie licząc kilku innych, mniejszych karpi.

Ta zakończona sukcesem wyprawa dodała mi pewności siebie, której potrzebowałem tuż przed wyjazdem na karpie za granicę, ale o tym następnym razem…

David Zapletal

Tłumaczenie z języka czeskiego: Hanna Olejniczak